Sztywno i niezręcznie
-Mamooooo! On ciągle płacze i nie chce przestać!- krzyki siostry oraz płacz brata skutecznie przerwały jego sen. Przetarł ręką oczy, ziewnął i podniósł się siadając na łóżku. Chwile posiedział zaspanym wzrokiem gapiąc się przed siebie po czym znów ziewając odrzucił kołdrę i wstał. Z biurka stojącego pod oknem wziął telefon i sprawdził godzinę. 5:03. Kolejny beznadziejny poranek w beznadziejnej rzeczywistości jaką było mieszkanie z piątką młodszego rodzeństwa (od różnych ojców) w małym, trzypokojowym mieszkanku. Następny rozdzierający krzyk trzylatka zmusił go do wyjścia z pokoju. Przedtem jednak spojrzał jeszcze na piętrowe łóżko siostry i brata. Dolne było pościelone, ale na górnym wciąż spał jego że rodzeństwo jest w salonie. Gdy wszedł do dużego pokoju poczuł zimno spowodowane otwartym oknem i brakiem ubrań na sobie prócz czarnym bokserek, w których spał. Potarł się rękami w ramiona po czym podszedł do małego trzyletniego chłopca by wziąć go na ręce i usiąść z nim na kanapie. Gdy to zrobił Eliza- młodsza siostra pobiegła do kuchni. Zapewne by powiadomić mamę iż jej najstarszy syn już wstał.
-Heeej, czemu płaczesz?- zapytał zapłakanego brata kojącym głosem. Posadził go sobie na kolanach przodem do siebie. Pogłaskał go po głowie i poruszał trochę kolanami w górę i w dół. a potem na boki. Jak zawsze podziałało. Kacper trochę się uspokoił i przytulił Dominika wciąż chlipiąc w jego klatkę piersiową. Starszy wstał z nim na rękach i podszedł do okna by je zamknąć, a potem do pudełka z zabawkami. Wyjął dwie plastikowe ciężarówki oraz kocyk, który położył na ziemi. Posadził na nim Kacpra, a przed nim postawił wyjęte wcześniej zabawki. Gdy chłopiec zajął się zabawą, on mógł przejść do kuchni. Stała w niej kobieta, bardzo drobna i bardzo zmęczona. Wyglądała na starszą niż w rzeczywistości przez wiecznie podkrążone oczy, włosy w bardzo złym stanie i bladą, zaniedbaną cerę. Na rękach trzymała roczne, najmłodsze dziecko jednocześnie gotując owsiankę dla pozostałych dzieci. Ubrana w szlafrok, z włosami związanymi w niechlujnego koka na czubku głowy, by długie włosy jej nie przeszkadzały.
-Dzień dobry mamo.- przywitał się Dominik wchodząc do kuchni. Uśmiechnął się też do siostry siedzącej przy stole. Podszedł do blatu i zaczął robić sobie kanapkę. Wstawił też wodę na kawę dla rodziców i herbatę dla siebie.
-Dzień dobry.- odpowiedziała spoglądając na niego. Uśmiechnęła się do siebie myśląc, że jej syn jest naprawdę przystojny. Wysoki, z szerokimi barkami i rosnącymi bicepsami, oraz widocznymi już niedużymi mięśniami brzucha, z roztrzepanymi na wszystkie strony gęstymi ciemnymi włosami i zielonymi oczami. Wiedziała, że wyrośnie na porządnego człowieka, wspaniałego męża i ojca.
-Mi też zrobisz?- spytała się Eliza widząc, że brat robi sobie kanapkę. Dominik tylko kiwnął głową i wziął się za przygotowywanie.
-Gdzie Robert?- zastanawiał się czemu nie widział jeszcze swojego ojczyma. Do pracy chodził na szóstą, a nie było nawet 5:30.
-W łazience, brał prysznic. Pewnie zaraz wyjdzie i też będziesz mógł się wykąpać. Teraz jedzcie.
Po zjedzeniu, wzięciu, prysznica, ubraniu się i ogólnym ogarnięciu obudził resztę rodzeństwa śpiącą w pokoju obok. Pomógł nakarmić pozostałe rodzeństwo, odrobić pozostałe lekcje Elizie, których nie zrobiła poprzedniego wieczoru i wyszedł do szkoły. Jak zwykle zaproponował, że odprowadzi rodzeństwo do szkoły i przedszkola, ale mama po raz kolejny odmówiła, tłumacząc, że piątoklasistka może sama pójść i wziąć ze sobą brata, a jej samej i najmłodszemu dziecku dobrze zrobi spacer i zaprowadzi trzylatka do przedszkola. "Po za tym, to i tak nie w twoją stronę".
Dominik więc pojechał tramwajem prosto pod budynek, ale już na przystanku zastała go miła niespodzianka. Wiktoria. Wysiadła ze środku komunikacji miejskiej ze słuchawkami w uszach, w czarnej bluzie i legginsach, z blond włosami związanymi w długiego kucyka. Przeszła przez pasy i szła prosto na piętnastolatka nie widząc go jednak, bo wgapiona była w telefon pisząc ze swoim starszym bratem o tym, co chce na obiadokolacje, jakie jadali. Rozmowa skończyła się ustaleniem, że zamawiają po prostu pizzę. Blondynka chowała telefon do kieszeni bluzy i podnosiła głowę w momencie, w którym wpadła na chłopaka. Odbiła się od niego i już miała upaść gdy została przyciągnięta za ramię, za które została złapana. Spojrzała w górę i zobaczyła Dominika. Szeroki uśmiech, ciemnozielone oczy, które też się do niej uśmiechały i gęste włosy, których tak chciała dotknąć, przeczesać. A potem poczuła potrząśnięcie wciąż trzymanym ramieniem i zorientowała się, że wgapia się w chłopaka, a on coś do niej mówi, tylko że ona nie słyszy, bo ma słuchawki. Natychmiast je wyjęła.
-Co? Mówiłeś coś?- zapytała zakłopotana. Dominik krótko się zaśmiał i powtórzył:
-Hej
-O hej, no tak. Przepraszam, że na ciebie wpadłam, nie widziałam cię. Pisałam z bratem.
-Spoko, nic się nie stało. A o czym?- spytał z ciekawości
-O jedzeniu. O tym co zrobimy, zamówimy lub kupimy jak wróci z pracy.
-Yhm i co?
-Stwierdziliśmy, że zamówimy pizzę.- niby normalnie rozmawiali, a jednak w powietrzu czuć było coś dziwnego. Było trochę sztywno i niezręcznie. Tak naprawdę żadne nie wiedziało o czym mogliby rozmawiać. Nie spotkali się, a nawet się nie widzieli od imprezy Alka. To była ich pierwsza rozmowa od ich pierwszego razu. Dominik wciąż trzymał rękę na ramieniu Wiktorii wysyłając jej przyjemne ciepło, które rozchodziło się po całym ciele. Jakby zorientował się, że nadal ją trzyma poluźnił trochę mocny uścisk, ale nie puścił.
-Jeśli chcesz... to... możesz wpaść i zjeść z nami.- zaproponowała nieśmiało. Chciała, żeby przyszedł i spędził z nią trochę czasu. Nie widzieli się cały weekend i poniedziałek, nie rozmawiali, ani nawet nie pisali. Tęskniła za nim.
-Em dzięki, przyszedłbym, ale mam trening. Wiesz, nie mogę opuścić. Ale następnym razem na pewno przyjdę.- uśmiechnął się.
-Okej. Idziemy do szkoły?- zapytała. Chciała odwrócić jego uwagę od rumieńca, który pojawił się na jej policzkach. Zrobiło się jej głupio i przykro jednocześnie. "Jak mogłam zapomnieć, że ma trening?"- pytała się samej siebie. Dalej szli już nie rozmawiając,a po chwili oddawali swoje kurtki w szatni i szli po schodach na piętro. Parę osób się z nimi przywitało, ale nie zwracali na nich uwagi. Czuli swoje wzajemne ciepło. Dłonie czy ramiona przypadkiem się o nich ocierające. Doszli na drugie piętro, gdzie oboje mieli lekcje, tylko Wiktoria w sali zaraz przy schodach, a Dominik musiał pójść na drugą stronę korytarza. Oboje przystanęli przy sali od matematyki, którą blondynka miała mieć jako pierwszą. Patrzyli chwilę na siebie, a potem brunet nachylił się do niej i szepnął wprost do jej ucha:
-Tamta noc była cudowna. Mam nadzieję, że będzie ich więcej.- po czym spojrzał w jej oczy, uśmiechnął się i odwrócił idąc do swojej sali.
Trochę krótko, ale nadrabiasz szczegółowymi opisami, które fajnie przedstawiają wymyślony przez Ciebie świat ☺
OdpowiedzUsuńZa dużo to nwm jeszcze o bohaterach, bo to dopiero początek opowiadania. Mam nadzieję że w przyszłości lepiej ich poznam i rozdziały może też się wydłuża.
Spodobało mi się że było sztywne między Wiktoria a Dominikiem bo to wszyszlo Ci tak naturalnie. Ciekawi mnie jak pociagniesz ich dalsze losy u przygody więc zostaje tutaj i czekam na next 😉
N
https://youreyeslooksad.blogspot.com/?m=1
Szkoda trochę że taki krótki ten rozdział. Ale plus za dużo opisów, bo ja kocham opisy sytuacji! To daję możliwość stania za ramieniem bohatera o którym się czyta. Fajnie że zmieniasz perspektywę, raz piszesz ze strony dziewczyny, raz ze strony chłopaka.
OdpowiedzUsuńSzkoda że jeszcze praktycznie nic nie wiemy o bohaterach, ale zaczyna się dość ciekawie. On i ona to trochę inne światy, więc może być interesująco.
To sztywne spotkanie wyszło tak naturalnie, taka niezręczność :)
Czekam na rozwinięcie! :D